Najnowsza historia dotyczy juz jej najblizszej rodziny. Mieszkali w Dolinie kolo Stanislawowa. Ojciec byl dyrektorem jakiegos zakladu, a ponadto trudnil sie budownictwem.
Po wybuchu wojny nie zostal powolany do wojska. Gdy szale wojny przechylily sie na korzysc Niemcow i Rosjan, do ich dworku przyjechal przyjaciel ojca, major, ktorego nazwiska nie pamieta. Namawial ojca, by uciekali na Wegry, a stamtad do Szwajcarii do stryja Ignacego. Mowil, ze ida Rosjanie i przekonywal, ze jak wkroczy Armia Czerwona, potraktuje ich jak obszarnikow i wrogow ludu.
- Ojciec chcial uciekac, ale mama sie postawila, ze nie moga, ze wszystko straca, caly dorobek zycia i ze Rosjanie nie sa tak grozni – pani Jadwiga milknie na chwile, po czym dodaje cicho: - Nie wiem, dlaczego ojciec zgodzil sie z ta glupia argumentacja i ulegl histerii kobiecej. Gdyby mama byla madrzejsza, byc moze tata by jeszcze wiele lat zyl.
Rosjanie po wkroczeniu do Stanislawowa (tu przebywala rodzina w swojej willi, ktora posiadala procz luksusowego mieszkania w Dolinie) kazali zebrac sie na rynku calej miejscowej inteligencji pod pretekstem rozdzialu miejsc pracy.
- Ojciec i jego dwoch kolegow nie poszlo – wspomina. – I dobrze, bo gdy juz wszyscy przyszli, zostali na miejscu rozstrzelani. Ojca wkrotce aresztowano i osadzono w wiezieniu. Z wiezienia przyslal gryps, by mama natychmiast uciekala z nami. Nie posluchala. Zbyt dlugo zwlekala. Zostalismy wraz z innymi wywiezieni do Krasnojarska, dokad pociagiem jechalismy caly miesiac.